Niemiłość

5 marca 2018, 18:30

Kino Iskra

Relacja z wydarzenia

Tegoroczna gala rozdania Oscarów przebiegła bez sensacji – nie było żadnych pomyłek, statuetki trafiły do właściwych rąk. Czy trafiły do nich zasłużenie? To, jak co roku, jest tematem wielu dyskusji branżowych. U nas dyskusja na otwarciu przeglądu Namiary na Oscary toczyła się wokół zupełnie innego tematu…
Filmowy świat żył jeszcze emocjami rozdania najważniejszych nagród w branży filmowej, kiedy my w kinie Iskra otwieraliśmy czwartą już edycję przeglądu, w którym prezentujemy kinochłonowej widowni – naszym zdaniem – najciekawsze produkcje biorące udział w wyścigu po szczerozłotą statuetkę. Filmem otwarcia tej edycji był nominowany w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny obraz „Niemiłość” w reżyserii Andrieja Zwiagincewa.
Już w holu kina przywitało nas nie tylko fotograficzne studio oscarowe, ale i Augustowska Miodosytnia częstując widownię szklaneczką (i buteleczką) Podpiwku Augustowskiego na Miodzie, bo – jak zauważył Błażej Hrapkowicz, prowadzący nasz przegląd – kiedy ogląda się rosyjski film, trzeba coś popijać.

Ale żarty na bok, bo film był trudny, chyba dla wielu trochę przytłaczający. Za sprawą fabuły zostaliśmy wciągnięci w poszukiwania jedenastoletniego Aloszy, który pewnego dnia znika… Zapewne w konsekwencji tego, że jego rodzice – Borys i Żenia – właśnie się rozwodzą, a żadne z nich nie bardzo widzi miejsce dla syna w swoim nowym życiu. Zniknięcie chłopca wcale nie zbliża do siebie rodziców, nie porusza policji, która nie stawia wszystkich na nogi, by szukać dziecka, nie martwi też babci (matki Żeni) – ta tylko krzyczy, że nie da sobie wcisnąć bachora. Aloszy szuka tylko grupa wolontariuszy, którą polecił skrzyknąć oficer. No i rodzice, ale oni przecież dopiero po dwóch dniach zauważyli, ze syn zniknął… Obojętność. To główny temat tego obrazu. Obojętność rodziców względem dzieci, rozwodzących się małżonków, ale i obojętność władzy na prywatny dramat i los bogu ducha winnego dziecka. Taka, tytułowa właśnie, niemiłość…

Przy okazji każdego filmu produkcji rosyjskiej, jaki serwujemy naszej widowni w DKF-ie, w pofilmowej dyskusji nie udaje nam się uciec od realiów politycznych współczesnej Rosji. Tak też stało się i tym razem – łatwiej o tyle, bo rozmówcą Błażeja Hrapkowicza był historyk i filmoznawca – doktor Łukasz Jasina, specjalizujący się w historii Europy Środkowej i Wschodniej i Rosji. Jednak nie tylko każąca ręka władzy była tematem dyskusji, chociaż dość szeroko nas goście opowiedzieli o tym, jak system ingeruje w sztukę filmową i jak ta sztuka komentuje to, co dzieje się w Rosji.
Ostatecznie, najistotniejsza w tej rozmowie była niemiłość – czym jest w tym filmie, czym jest w życiu, do czego prowadzi i jakie są jej przyczyny. Jeśli ktoś oglądał wcześniejsze filmy Zwiagincewa, chociażby „Lewiatana” w Kinochłonie, na pewno odnalazł w „Niemiłości” trochę charakterystycznych cech tego reżysera i solidną garść materiału do przemyśleń.

Zanim przejdziemy do zdjęć, z tego wieczoru, mamy jeszce jeden smaczek – wywiad z Łukaszem Jasiną, przeprowadzony w kinowej garderobie przez Macieja Trojanowskiego – naszego wolontariusza.

O ,,NIEGROŹNEJ FANTAZJI’’ Z ŁUKASZEM  JASINĄ

Zacznę od tegorocznej – dziewięćdziesiątej – gali wręczenia nagród Akademii Filmowej. Co było największym zaskoczeniem?

W sumie były trzy.
Największym był właśnie główny Oscar. Nie byłem pewny, że ,,Kształt Wody” go dostanie. Wydawało mi się to niemożliwe, co paradoksalnie jest dowodem na to, że Akademia nie była pewna, komu należy statuetkę dać. Wtedy przyznaje się ją filmom baśniowym, które, nawet jeśli najlepsze nie są, to ogólnie są dobre, i wszyscy, nawet jeśli nie gustują w takim kinie, to jednak mówią ,,no okej, niech będzie”. Oglądając ,,Kształt Wody” odkryje się, że jest to film dobry, ale bez szału. Właśnie dlatego był on największym zaskoczeniem.
Dwa pozostałe zaskoczenia to Oscary za scenariusze. Przyznaje się zawsze dwa – za scenariusz adaptowany oraz za oryginalny. Nie spodziewałem się, że film ,,Tamte dni, tamte noce” Oscara dostanie; lubię bardzo Jamesa Ivory’ego, bo jego filmy są najlepsze od pięćdziesięciu lat. Miło, że tak około 90-tki Oscara dostał. Nie spodziewałem się też, że film ,,Uciekaj!”, taka zombie’styczna tragikomedia tę statuetkę dostanie. To rzeczywiście były zaskoczenia. A reszta? -Nie.

Jakie ma Pan zdanie o tegorocznych nominacjach?

W tym roku mieliśmy dużo dobrych nominacji – sami dobrzy aktorzy, żadnych kontrowersji. Trochę nas ta gala wynudziła; była trochę wyreżyserowana. Oglądam ją od ponad dwadziestu lat i ujmę to tak: po raz pierwszy byłem tak zmęczony; mam nadzieję, że to nie kwestia wieku (śmiech), a to gala była taka trochę męcząca.

Co takiego ma w sobie rosyjska kinematografia, że zawsze przyciąga takie grono zainteresowanych?

Po pierwsze jest nam bliska. My, Polacy, lubimy podyskutować o dobru, złu, życiu, zobaczyć jak jest gorzej, jak jest lepiej. Rosjanie mają bardzo podobny sposób pojmowania tych spraw i dlatego w Polsce na tę kinematografię idziemy. Lubiliśmy kiedyś bardzo czytać rosyjskie książki – lubimy rosyjskie kino. W krajach wschodnioeuropejskich jest ta pewna wrażliwość, której na zachodzie już nie ma.

Jednak Rosja przedstawiona w ,,Niemiłości’’ wrażliwością nie grzeszy.

Rosja to kraj z wieloma wadami. Nie popieram panującego tam ustroju, nie popieram gospodarki, jaka tam istnieje, nie popieram tego, co Rosjanie robią nam oraz Ukraińcom, ale kino rosyjskie zawsze było, jest i będzie wybitne. Mam nadzieję, że właśnie ten pomost z Rosją w postaci kina zawsze będzie trwał. Namawiam czytelników do tego, aby na rosyjskie filmy chodzić i je oglądać. Szkoda, że jest ich w Polsce tak mało… szkoda.

Dlaczego młodym, często również polskim aktorom, opłaca się jeździć właśnie do Rosji?

Niektórzy jadą dlatego, że im po prostu dobrze płacą. Nie jest tam wcale tak źle z gospodarką i honorariami. W Polsce nie jest łatwo młodym aktorom. W Rosji robi się więcej filmów, a młodzi aktorzy są dobrze przygotowani i mogą liczyć tam na dobrą pracę. Przykładami są tutaj Paweł Deląg, Karolina Gruszka i Mateusz Damięcki. Zresztą, zawsze polscy aktorzy jeździli do Rosji. Z dawnych pokoleń chociażby Barbara Brylska i tak dalej, i tak dalej. Rosyjskie kino jest bardzo fachowe, dobrze realizowane pod względem technicznym, z dużymi budżetami. Chyba obok kina brytyjskiego i francuskiego jest najlepiej zorganizowanym kinem w Europie. Wracając do pytania, Polacy dają rosyjskim filmom taką ‘zachodniość’, przez co są tam pożądani, a im się opłaca. W Polsce, choćbyśmy nie wiem ile kasy wyłożyli na produkcję filmową, nigdy nie stworzymy wystarczającej liczby miejsc pracy dla młodych aktorów. Jesteśmy za małym krajem.

Na naszym terenie każda impreza związana z kulturą rosyjską cieszy się dużą popularnością. Teoretycznie, powinien pozostać nam niesmak po zaborach i wojnach, a jest wręcz przeciwnie. Dlaczego?

My, Polacy, widocznie umiemy oddzielać kulturę od reszty. Z Niemcami też się tego nauczyliśmy; w Polsce gra się Mozarta, czy Beethovena, zaś ,,Oda do radości’’ jest hymnem europejskim, a jednak stworzył ją Niemiec. Co więc szkodzi, aby tak samo było z Rosjanami? Oczywiście, czym innym jest puszczanie filmów wojennych, gdzie gloryfikuje się rosyjską agresję, albo ,,Chór Aleksandrowa’’, gdzie śpiewa się piosenki, pod którymi mordowano wielu Polaków. Zwłaszcza tutaj w Augustowie może to być bolesna kwestia z powodu niewyjaśnionej jeszcze kwestii Obławy Augustowskiej i wciąż odmawiającej współpracy Rosji. Ale reszta? – dlaczego nie; Polacy zawsze byli dobrą publicznością dla rosyjskiego kina. Jeżeli publiczność augustowska chodzi na te imprezy i filmy, to dlatego, że są one dobrze wykonane, a publiczność dobrze się bawi.
,,Niemiłość’’ nie była może filmem, gdzie można się bawić, ale podoba się ludziom, bo jest dobrze zrobiony – i to pochlebnie świadczy o augustowskiej publiczności.

Czym spowodowany jest, Pana zdaniem, ostatni wysyp wszelkiego rodzaju publikacji, czy to książek, bądź gier związanych z mitologią słowiańską?

W to bardzo mocno celują akurat Polacy i Rosjanie. Po wielu latach zainteresowania mitologią anglosaską, germańską i rzymską, odkryliśmy, że my też mamy bardzo dużo fajnych rzeczy do zaoferowania. Cały ten świat, który nam trochę ginie – bo też mamy 2-3 pokolenia, które odeszły od tej tradycyjnej kultury – właściwie jest coraz mniejszy. Nieliczni starsi ludzie pamiętają jeszcze te rzeczy, i bardzo dobrze, że tak jest. Oczywiście czasem wykorzystuje się to też politycznie, jednak nie sądźmy, na przykład, że Andrzej Sapkowski swoją trylogię pisał powodowany sprawami politycznymi. Niech tak będzie, to [mitologia słowiańska] jest bardzo dobra i mamy światu wiele do pokazania. Nie tylko nasza mitologia, ale w ogóle cała historia tutejszego regionu to jedna z najciekawszych opowieści jakie miały miejsce na świecie, i myślę, że naprawdę mamy jeszcze miejsce na tysiąc dobrych filmów historycznych, które mogłyby być tutaj pokazane.

Spotkałem się z określeniem, iż ,,Polacy potrzebują Turbosłowian’’. Jakie jest Pana zdanie, jako historyka?

Jako historyk bardzo ostrożnie postępuję z takimi sprawami i namawiam wszystkich do tej ostrożności. W kinie można eksperymentować i tam można realizować filmy będące nie do końca zgodne z historią, byleby oczywiście nie wmawiać ludziom, że są dobrą adaptacją. Powiedzmy tak – może nie Turbosłowianie, ale sami Słowianie i ich historia jest nam bardzo mocno potrzebna. Jesteśmy Turbo bez względu na to, czy tak się określamy, czy nie. Żeby zaistnieć w Europie i świecie musimy się też jakoś ukorzenić, i może to jest kluczem. Dla mnie to o tyle trudne, że kiedy miałem 10-15 lat to oglądaliśmy właśnie seriale z muzyką irlandzką, wtedy bardzo popularną, a potem okazało się, że jako naród mieliśmy z czego czerpać. Serial ,,Kruk’’, który teraz zrealizował Canal+, dzieje się na Podlasiu, głównie w Białymstoku i okolicach; wiem, że wy nie jesteście Podlasie, tylko Suwalszczyzna (śmiech), ale jesteście tym samym województwem; w którym wystąpił lokalny zespół Południca. To pokazuje, że Białystok może być nie gorszy od Dublina. Tak samo i Augustów.

,,Wiedźmin’’ od razu stał się superpopularną marką, jednak prawie nikt nie słyszał w Polsce o  historycznej ,,Księdze Welesa’’, która na wschodzie jest bardzo chętnie wznawiana. Dlaczego nasza ,,słowiańskość’’ traktowana jest tak wybiórczo?

Po-wo-li. Jeszcze 10 lat temu nikt się tym w ogóle nie interesował. Był tylko Sapkowski. W całej Polsce było więcej tolkienowców, niż ludzi interesujących się lokalnymi rzeczami. To początek. Uprzedzam jednak, że, według mnie, jest to fala, która będzie się nieustannie rozszerzała. Za kolejne 15-20 lat będzie tego już tylko więcej, więcej i więcej.

Jak reaguje Pan z historycznego punktu widzenia na wszelkie pogłoski o imperium Lechitów czy też ludzi, którzy poświęcają życie na katalogowanie słowiańskich stworzeń, które nigdy nie istniały?

To jest rzecz, która się regularnie zdarza. Wincenty Kadłubek, wielki kronikarz polski też stworzył walki Lechitów, których nigdy nie było. Dopóki nie wmawiamy ludziom, że to jest prawda i że powinni w to wierzyć, pozostaje to w gruncie rzeczy niegroźną fantazją. W tej postaci to całkowicie dopuszczalne, i zarazem świetna zabawa. Warto jednak ludziom młodym wytłumaczyć ogromną różnicę między rzeczywistością historyczną, a takimi niegroźnymi zabawami, które nadają się do literatury, czy filmu, ale już niekoniecznie do podręczników historycznych.

Jednak książka ,,Słowiańscy królowie Lechii’’ poparta naukowo nie była, ale wystarczyło napisać, że powstała na podstawie dawnych kronik, i za taką została uznana.

Jest to fajna rzecz, ale powtórzę po raz kolejny – musimy uważać na ludzi, którzy mogą to wziąć na poważnie. Sam jako dzieciak tworzyłem różne fikcyjne fragmenty historii Polski z mapkami i drzewami genealogicznymi. Sam Tolkien przecież zrobił to w swoich książkach o Śródziemiu, zrobił to nasz Sapkowski. Róbmy to. Niestety, pojawia się w Polsce wielu ludzi, którzy próbują to brać na poważnie. Chrońmy ludzi przed tym, żeby fajna zabawa nie przetwarzała się w coś chorego, niefajnego, bo, jak to się mówi, ,,nie po to żyjemy, cholerka ,na świecie, żeby zacząć jakieś głupie kombinacje’’ (śmiech).

Skąd wzięły się wszystkie te stereotypy na temat Rosji, mówiące chociażby, że to kraj pijaństwa i biedy? A może to wcale nie stereotypy?

Rosja jest krajem, gdzie żyje wyjątkowo wielu pijaków, i gdzie wszechobecna jest bieda.

Jednak funkcjonuje też powiedzenie ,,pijany jak Polak’’.

O nas też myśli się czasem podobnie. Stereotypy mają to do siebie, że biorą się zawsze z cząstek prawdy, dużej ilości zła oraz złośliwości. Jedyny sposób walki z nimi to poznawanie tych krajów. Jeżeli chcemy zmienić swoją wiedzę o Rosji, to traktujmy Rosjan tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Poznawajmy Rosję. Ona nie jest nam daleka i mam nadzieję, że kiedyś sprawy polityczne się wyprostują; będzie otwarta normalna turystyka do Kaliningradu, który znajduje się  niedaleko od nas – bliżej, niż Warszawa. Będą tam mistrzostwa świata, i wątpię, czy ludzie z Augustowa się tam wybiorą, bo podróżowanie do Rosji jest rzeczą trudną, która również nie przystaje naszej mentalności. Ledwo się nauczyliśmy jeździć na Litwę. Uczmy się. Istnieją takie piękne czasy, że nawet jak do Rosji nie pojedziemy, to istnieje wiele źródeł w internecie.

Najbardziej lubi Pan rosyjską literaturę, kinematografię, a może teatr?

Ogólnie wolę filmy od teatru i literatury, chociaż one również są bardzo ważne. Kocham jednak rosyjską kinematografię; również radziecką. Jest to chyba jedyny fragment radzieckiej kultury, który lubię. Rosja stworzyła wielką kulturę. Jest ona tutaj na scenie bardzo często używana przez złych ludzi w Rosji do celów politycznych. Nauczmy się jednak rozdzielać kulturę z polityką. Puszkin to nie Putin. Nie jest to moja ulubiona kinematografia, znacznie bardziej interesuję się brytyjską. Z nią związany jestem mocniej, ale, rzeczywiście, Rosja, podobnie jak nasz inny wielki sąsiad – Niemcy, stworzyła wybitną kinematografię.

A jak na tym tle wypada Polska?

A’propos patriotyzmu, to absolutnie nic nam nie ujmuje. Polska też stworzyła jedną z najwspanialszych kinematografii światowych, czasami znaną bardziej poza Polską, niż w niej samej. Spotykam różnych ludzi z pana pokolenia, nawet trochę starszych, którzy naprawdę nie wiedzieli, że Andrzej Wajda jest jednym z największych reżyserów na świecie, i że jest za takiego uważany. Poznawajmy obcą, ale również swoją, kinematografię. Pochodzę z takiego samego powiatowego miasta jak Augustów. U mnie kino zamordowano w latach 90. Jestem wielce zadowolony z tego, że coś takiego się w Augustowie zachowało i nadal prosperuje.

Nasze kino było, niestety, przez pewien czas zamknięte.

Ktoś to potem postanowił jednak odtworzyć. Można? –Można! To znaczy, że jakiś lokalny biznesmen stwierdził, że sobie takie coś zafunduje, a ludzie potem zaczęli do tego przychodzić. Może to jest jakaś fajna rzecz? Niech się Augustów reklamuje (śmiech).

Jakie są Pana trzy ulubione filmy rosyjskie?

,,Wojna i pokój’’ Siergieja Bondarczuka, ,,Moskwa nie wierzy łzom’’ Władimira Mieńszowa i ,,Kierowca dla Wiery’’ Pawieła Czuchraja. Nie zmienia mi się ta trójca od wielu wielu lat. Namawiam Państwa do obejrzenia każdego z nich. Są bardzo łatwo dostępne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.
Wywiad przeprowadzony 05.03.2018 r. w Kinie Iskra podczas IV edycji Namiarów Na Oscary

Chociaż nie było wesoło, pierwszy dzień IV Przeglądu Namiary na Oscary uznajemy za niezwykle udany – potwierdzają to także zdjęcia, te z oscarowego studia fotograficznego i te z sali kinowej, autorstwa Jakuba Jackiewicza:

Realizacja strony:

Rowiński - strony WWW