Takie filmy pozostają w pamięci na długo. A gdzieś tam, w środku zostawiają ślad chyba niezmywalny. Nadine Labaki niemal z dokumentalną, reporterską dokładnością zabrała widownię do slumsów Bejrutu. A tam musieliśmy zmierzyć się ze wszystkim, czemu czoła stawiali bohaterowie filmu "Kafarnaum". Bieda tak skrajna, że dla kawałka chleba sprzedaje się własne dziecko, głód, handel narkotykami, handel ludźmi, rzeczywistość imigrantów i niesprawiedliwość społeczna... ale z drugiej strony braterska miłość, bezinteresowna życzliwość i niegasnąca myśl, ze nie wolno się poddać. Wydaje mi się, że w tej historii chłopca, który postanowił pozwać własnych rodziców za to, że dali mu życie, każdy z widzów zobaczył coś innego, każdy przeżył zupełnie inny wewnętrzny dramat - bezsilności, strachu i poczucia niesprawiedliwości. Każdy z nas z innego powodu ocierał łzy, nawet jeśli był to płacz wyłącznie duszy...
Artur Zaborski, którego wiedza sprawiła, że spojrzeliśmy na film i jego bohaterów szerzej, zapytał nas, czy w zakończeniu filmu jest nadzieja. Jest. Tylko czy dla wszystkich...? - zastanawiałam się jeszcze długo po seansie.
Jeśli nie obejrzeliście Państwo tego filmu, zróbcie to i sami spróbujcie odpowiedzieć sobie na to pytanie. A.B.
Autor zdjęć w galerii - Michał Wasilewski
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Trzeba coś więcej niż iść do wypożyczalni, i wziąć "Swobodnego jeźdźca", aby zostać buntownikiem.
— Dennis Hopper