Zawsze cieszymy się, kiedy w ramach naszych pokazów na kinowym ekranie pojawiają się polskie produkcje. Cieszą one tym bardziej, kiedy gościmy na spotkaniach gości takiego kalibru! W ten poniedziałkowy wieczór - przy okazji projekcji dwóch krótkometrażówek - na scenie kina Iskra, by odpowiedzieć na pytania Diany Dąbrowskiej, zasiadł Janusz Chabior.
Nasze spotkanie z jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów polskiego kina rozpoczęliśmy od filmu „Nazywam się Julita” Filipa Dzierżawskiego, za sprawą którego zajrzeliśmy za mury zakładu karnego, by razem z główną bohaterką filmu sprawdzić, dlaczego jej matka-więźniarka od lat unika z dziewczyną kontaktu. Drugą, obejrzaną w tamten poniedziałek, produkcją była krótkometrażówka „Hycel” w reżyserii Darii Woszek. Tam nasz gość wcielił się w rolę Bru, który zarabia na życie porywając piękne rasowe psy. Mimo że nie była to kryształowo niewinna postać, wydaje nam się, że zaskarbiła sobie sympatię naszej widowni - wnioskujemy po Państwa głośnych i cichych śmiechach i uśmiechach :)
Takie spotkania to czysta przyjemność - wspaniały, nietuzinkowy gość, który z humorem, ale i olbrzymim szacunkiem oraz serdecznością dla widowni zasiada na scenie i odpowiada na zadawane mu pytania. Tak po prostu, zwyczajnie z uśmiechem i niebywałą swobodą. Diana Dąbrowska, która prowadziła rozmowę z Januszem Chabiorem, w swoim zestawie pytań miała zagadnienia niezwykle różne. O sposób pracy na polskich planach, o kino krótkometrażowe, o przyjemne i te mniej przyjemne wspomnienia, ulubionych reżyserów i miłość do psów. Właśnie - sporą część rozmowy (i atencji widowni) zawładnął swoim nonszalanckim stylem przebywania na scenie nasz trzeci gość - Batman.
Batman ma czarną sierść, zawadiackie spojrzenie, cztery łapy i jest psem - psem Janusza Chabiora. Jaka jest historia tego uroczego zwierzęcia, jak to się stało, że pan Janusz jest jego właścicielem i dlaczego wszędzie jeżdżą razem, wie ten, kto skusił się na tamten wieczór filmowy w doborowym towarzystwie.
Kinochłon, jak zawsze, nie wypuścił swoich gości bez prezentów. Diana pojechała do Łodzi z kawą od La Kafo, a pan Janusz zachwycił się materiałową podobizną siebie i Batmana, która powstała w pracowni Ala ma Kota.
To był naprawdę wspaniały wieczór - potwierdzają to zdjęcia Radka Nowackiego:
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Trzeba coś więcej niż iść do wypożyczalni, i wziąć "Swobodnego jeźdźca", aby zostać buntownikiem.
— Dennis Hopper