Dwunastoletni Zejn jest mieszkańcem bejruckich slumsów, odmalowanych w „Kafarnaum” z niezwykłą intensywnością. Zgodnie z tytułem, oznaczającym „chaos”, „bezład”, „gmatwaninę”, dzielnica uderza nadmiarem: rzeczy, ludzi, a przede wszystkim dzieci, niewinnych ofiar rzeczywistości społecznej oraz klasowych i ekonomicznych podziałów. Nadine Labaki(autorka doskonale znanego w Polsce „Karmelu”) staje w ich obronie – i to dosłownie, wciela się bowiem w filmie w rolę adwokatki Zejna. Przed sądem chłopak odtwarza swoją historię, przywołuje dramatyczne wspomnienia, ale co najważniejsze: z pasją walczy o siebie i swoją przyszłość. To dziecko ma zdumiewającą odwagę, determinację i siłę, a przez „Kafarnaum” nawiguje go niezawodny moralny kompas, dzięki któremu odróżnia dobro od zła. Niezmordowany włóczęga, mały obrońca jeszcze mniejszych i słabszych, Zejn w pojedynkę rzuca wyzwanie niesprawiedliwości i krzywdzie. Przejmująco portretując dziecięcą solidarność, Labaki akcentuje, jak sama je nazywa, „drobne cuda”: serdeczne gesty, akty współczucia i miłości. To dzięki nim możliwe jest przetrwanie.
Takie filmy pozostają w pamięci na długo. A gdzieś tam, w środku zostawiają ślad chyba niezmywalny. Nadine Labaki niemal z dokumentalną, reporterską dokładnością zabrała widownię do slumsów Bejrutu. A tam musieliśmy zmierzyć się ze wszystkim, czemu czoła stawiali bohaterowie filmu "Kafarnaum". Bieda tak skrajna, że dla kawałka chleba sprzedaje się własne dziecko, głód, handel narkotykami, handel ludźmi, rzeczywistość imigrantów i niesprawiedliwość społeczna... ale z drugiej strony braterska miłość, bezinteresowna życzliwość i niegasnąca myśl, ze nie wolno się poddać. Wydaje mi się, że w tej historii chłopca, który postanowił pozwać własnych rodziców za to, że dali mu życie, każdy z widzów zobaczył coś innego, każdy przeżył zupełnie inny wewnętrzny dramat - bezsilności, strachu i poczucia niesprawiedliwości. Każdy z nas z innego powodu ocierał łzy, nawet jeśli był to płacz wyłącznie duszy...
Artur Zaborski, którego wiedza sprawiła, że spojrzeliśmy na film i jego bohaterów szerzej, zapytał nas, czy w zakończeniu filmu jest nadzieja. Jest. Tylko czy dla wszystkich...? - zastanawiałam się jeszcze długo po seansie.
Jeśli nie obejrzeliście Państwo tego filmu, zróbcie to i sami spróbujcie odpowiedzieć sobie na to pytanie. A.B.
Autor zdjęć w galerii - Michał Wasilewski
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Trzeba coś więcej niż iść do wypożyczalni, i wziąć "Swobodnego jeźdźca", aby zostać buntownikiem.
— Dennis Hopper