Film uznany zarówno przez krytyków jak i publiczność za najlepszą komedię wszech czasów. Prezes klubu sportowego "Tęcza", Ryszard Ochódzki zwany "Misiem", ma wyjechać do Londynu. Zostaje zatrzymany ponieważ z jego paszportu wyrwano kilka kartek. Ochódzki podejrzewa, że zrobiła to jego eksżona Irena, by uniemożliwić mu dotarcie do jednego z londyńskich banków. Przed laty zostały tam zdeponowane pieniądze byłych małżonków. Kto dotrze na miejsce pierwszy i zgarnie całą kasę? Ta historia jest pretekstem do pokazania w krzywym zwierciadle PRL-owskiej rzeczywistości lat 70-tych.
Pracownik Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, wolontariusz Fundacji UwB. W pracy naukowej zajmuje się między innymi socjologią filmu. Ale nie tylko - fascynuje go także pamięć zbiorowa, polityka pamięci, socjologia kultury, socjologia filmu, przestrzeń miejska. Sam o sobie mówi, że lubi filmy, których nikt inny nie chce oglądać.
Aktor, reżyser, komediopisarz, scenarzysta, felietonista, autor skeczy (m. in. "Ucz się, Jasiu" czyli "wężykiem, wężykiem" kabaretu "Dudek"). W 1958 rozpoczął twórczość kabaretową w "Stodole", współpracował też z telewizją. W tymże roku został przyjęty na Wydział Aktorski warszawskiej PWST. Po przerwaniu studiów w 1960 związał się ze Studenckim Teatrem Satyryków (STS), jako aktor, autor i reżyser skeczy. W następnych latach współpracował także z innymi warszawskimi kabaretami (m.in. z "Dudkiem" Edwarda Dziewońskiego). W sezonie 1963/64 pełnił funkcję dyrektora STS-u. Lata 70. zaowocowały ścisłą współpracą ze Stanisławem Bareją: Tym był współautorem scenariuszy i odtwórcą głównych ról w najsłynniejszych komediach Barei. W latach 1984-86 pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru Dramatycznego w Elblągu. Stały felietonista tygodnika "Wprost" (1991-99) i "Rzeczpospolitej" (od 2001). [za filmpolski.pl]
Takie wieczory pamięta się przez długie lata...
Takie wieczory to czysta filmowa i dyskusyjna przyjemność, takie wieczory to istota Kinochłona... To już tradycja - co roku latem staramy się, aby przyjechał do nas gość szczególny - w poprzednich latach Janusz Gajos, czy Andrzej Seweryn, a tego lata odwiedził nas Stanisław Tym!
Co tu dużo mówić - było po prostu wspaniale. Najpierw obejrzeliśmy odrestaurowanego cyfrowo "Misia" i przypomnieliśmy sobie, za co kochamy filmy Stanisława Barei, a potem na kinową scenę wszedł on... Stanisław Tym, na kilka dni przed swoimi 82 urodzinami - witany długą owacją na stojąco. W rozmowie z Maćkiem Białousem ikona (nie bójmy się takich określeń) polskiej komedii poprowadziła nas w zakamarki trochę strasznego, a trochę groteskowego PRL-u. Niczym z rękawa posypały się anegdoty o tym, jak powstawał "Miś" i inne filmy duetu Tym-Bareja, jak pan Stanisław znalazł się na filmowej ścieżce i o tym, za co kocha zawód aktora. A już po rozmowie na scenie można było kupić w holu kina zbiór felietonów Stanisława Tyma pt. "Pies, czyli kot" i uzyskać autograf od aktora-felietonisty. Jeśli ktoś nie zdążył kupić książki, pan Stanisław i tak chętnie fotografował się ze wszystkimi i z każdym starał się zamienić choć słowo, uścisnąć dłoń, zażartować... i tak do późna w nocy.
Dziękujemy za to serdeczne spotkanie. Panie Stanisławie, życzymy dużo zdrowia. A Państwo, niech łapią zdjęcia, łapią chwile, łapią wspomnienia... [autor zdjęć w galerii: Radek Nowacki]
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Poczucie szczęścia, że żyjemy, a równocześnie poczucie, że lepsi od nas zginęli, prowadziło po wojnie nas, artystów, do bycia głosem zmarłych.
— Andrzej Wajda