Film opowiada historię młodego niemieckiego żołnierza, który w ostatnich chwilach II wojny światowej rozpaczliwie walczy o przetrwanie. Ratunek przychodzi, kiedy bohater przypadkowo znajduje mundur nazistowskiego kapitana. Podszywając się pod oficera, mężczyzna szybko przybiera potworną tożsamość oprawców, z którymi próbuje uciec.
ur.1983 r., doktor nauk humanistycznych w zakresie historii (Wydział Historyczny UJ), absolwentka Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, Katedry Judaistyki UJ i Gender Studies na UW, studiowała również produkcję filmową i telewizyjną na PWSFTv i T w Łodzi, stypendystka Sokrates-Erasmus na Humboldt Universität zu Berlin, członkini Krytyki Politycznej i Restartu, publikowała m.in. w czasopismach: "Krytyka Polityczna", "Ha!art", "Polityka", "Film", "Kino", "Res Publika Nowa", "Teksty Drugie", "Czas Kultury", "Dwutygodnik.com", "Midrasz", "Cwiszn"; współautorka książek: „Auschwitz i Holocaust. Dylematy i wyzwania polskiej edukacji”, „Kino Polskie 1989-2009.Historia krytyczna”, „Kobiety wobec Holocaustu. Historia znacznie później opowiedziana”, „Holland. Przewodnik Krytyki Politycznej” i „Wajda. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Wykładała w Katedrze Judaistyki UJ, na Gender Studies UJ, UW i IBL PAN, w Pracowni Pytań Granicznych UAM i na Żydowskim Uniwersytecie Otwartym.
Pracownik Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, wolontariusz Fundacji UwB. W pracy naukowej zajmuje się między innymi socjologią filmu. Ale nie tylko - fascynuje go także pamięć zbiorowa, polityka pamięci, socjologia kultury, socjologia filmu, przestrzeń miejska. Sam o sobie mówi, że lubi filmy, których nikt inny nie chce oglądać.
Takie wieczory nigdy nie są łatwe. Ale to pewnie dlatego, że takie filmy nigdy nie są łatwe i trudno o nich mówić, że są przyjemne. Dobre? – to określenie pasuje bardziej, nawet wtedy kiedy obok trzeba napisać „wstrząsające” i „mocne”. Taki właśnie był „Kapitan” – dobre kino, choć mocne i wstrząsające. To jeden z takich filmów, po którym nie bardzo ma się ochotę na dyskusję, po którym nie chce się za bardzo mówić, bo wewnątrz wszystko drga i „mówi”. Wtedy dobrze się słucha. W poniedziałek też dobrze się słuchało… bo Pani Joanny zawsze dobrze się słucha…
Nasz gość opowiadał nie tylko o tym, co widzieliśmy na ekranie, nie tylko o tym jak powstawał film, jak go oglądać, na co zwrócić uwagę. Pani Ostrowska dość szeroko omawiała zagadnienia związane z SS i Luftwaffe. Opowiadała też o swojej książce – pracy doktorskiej – pt. „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w trakcie II wojny światowej”. I po raz kolejny – uświadamiała, tłumaczyła, uwrażliwiała na to, że dziś w XXI wieku, ponad 70 lat po wojnie, nadal się nie mówi, nie pisze, jakby temat nie istniał – o tym, że setki kobiet wyciągano z domów i zmuszano do świadczenia usług seksualnych w obozach koncentracyjnych. Dla więźniów, dla funkcjonariuszy… nikt nie pytał, nikt nie analizował… Czasem wystarczył mały epizod, a nawet donos – nieważne, że nieprawdziwy, że zmyślony przez złośliwą sąsiadkę z kamienicy… Wystarczyło, by zostać numerem w statystyce, liczbą która mówiła o ilości obsłużonych „klientów”. W dokumentach nie zawsze figurowały z imienia i nazwiska. W tych przypadkach, gdzie udało się ustalić tożsamość – ściana. Nikt nic nie wie, nie widział, nie słyszał, nie zna.
I właściwie do tej pory – nikt nie wie, nie słyszał, nie zna… tej Hanki z mięsnego, czy Janki, która sprzedawała marchew na bazarze. A to przecież były kobiety z krwi i kości – nie numery statystyczne, nie towar. Kobiety – wyrwane ze swoich światów, którym wielokrotnie wmawiano: „przed wojną byłaś nierządnicą, więc znasz się na rzeczy”. Ludzie, o których żadne materiały źródłowe nie piszą nic konkretnego, poza numerem, datą, liczbą, zaledwie czasem – imieniem i nazwiskiem.
I jak dziękowałam Pani Joannie za otwarcie oczu po filmie „Syn Szawła”, tak dziś dziękuję po raz wtóry za tę książkę i żmudną pracę nad nią – za godziny w archiwach państwowych, za mozolne przekopywanie materiałów w IPN, za nie zawsze łatwe rozmowy z kierownictwami i zarządami muzeów, które dzisiaj funkcjonują w dawnych obozach koncentracyjnych, za to, że Pani chciało się nadać tym kobietom imiona – odkryć ich historie, naszkicować te tragedie..
Napisała mi Pani w dedykacji „Alicjo, pamiętaj o moich dziewczynach, bo wszyscy o nich zapomnieli” – obiecuję, że będę. Alicja Bajkowska DKF KINOCHŁON
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Poczucie szczęścia, że żyjemy, a równocześnie poczucie, że lepsi od nas zginęli, prowadziło po wojnie nas, artystów, do bycia głosem zmarłych.
— Andrzej Wajda