Pierwsze spotkanie w ramach nowego cyklu "Powrót do Przeszłości", było wspaniałą podróżą do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego (już) wieku. Na ekranie - jedna z najpopularniejszych i chyba najbardziej "niestandardowych" adaptacja szekspirowskiego dramatu "Romeo i Julia". Miecze zamienione na pistolety, zwaśnione rody, to -do końca nie wiadomo- konkurencyjne korporacje, czy zwalczające się gangi... Produkcja zrealizowana z rozmachem, która, pomimo nowoczesnej formy, zachowała wszelkie cechy klasycznego dramatu. Dostrzec je wszystkie i zrozumieć niektóre zabiegi reżyserskie Luhrmanna pomógł nam Grzegorz Fortuna. Ze spokojem akademickiego wykładowcy nakreślił nam charakterystyczne cechy filmowego postmodernizmu i pomógł nam odnaleźć je w dopiero co obejrzanym obrazie.
W kinowych fotelach zasiadła widownia w różnym wieku - byli tacy, dla których seans był wspomnieniem szalonych lat dziewięćdziesiątych, kiedy bożyszczem nastolatek był, strzelający z ekranu powłóczystymi spojrzeniami, Leonardo DiCaprio. Obok nich siedzieli także gimnazjaliści i trochę starsza młodzież, dla której to spotkanie z "Romeem i Julią" było pierwsze. Zgrabna żonglerka kiczem, przeplatana powolnymi statecznymi scenami romantycznymi, oczarowała (?) także ich - wywołała emocje, których przejawem było ciche pochlipywanie w trakcie finałowej sceny. Nie ma się czemu dziwić - ponadczasowa romantyczna i tragiczna historia, opowiedziana we współczesnej formie, choć klasycznym językiem, a wszystko doprawione fantastyczną, intrygującą ścieżką dźwiękową. Tutaj nawet kicz, rozważnie dawkowany, jest jakiś mniej kiczowaty...
Powróćmy zatem do przeszłości raz jeszcze i obejrzyjmy kilka zdjęć z tego pokazu. Autor zdjęć w galerii: Adam Bajkowski
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Nie wierzę w życie pozagrobowe, ale na wszelki wypadek zabieram zmianę bielizny.
— Woody Allen