Jasmila Žbanić pokazuje w tym poruszającym dramacie, przeboju festiwalu w Wenecji, jedną z najczarniejszych kart współczesnej historii Europy – masakrę w Srebrenicy. Główną bohaterką jest tłumaczka (Jasna Duričić) – ktoś między zagubionymi stronami, starająca się scalić świat zmierzający ku zagładzie. Klasyczną, męską optykę wojny zastępuje nieoczywiste spojrzenie kobiet – głównej protagonistki oraz urodzonej w Sarajewie bośniackiej reżyserki. To film, który zostaje mocno w głowie, porusza do żywego, rozszarpuje serca widzów. Ale robi to nie na zasadzie terapii wstrząsowej, lecz subtelnie, dzięki przemyślanej konstrukcji, rewelacyjnej reżyserii (to najlepszy film Žbanić od czasu berlińskiego sukcesu Grbavicy), genialnego montażu Jarosława Kamińskiego. Nominowaną do Oscara Aidę powinno się pokazywać obowiązkowo w szkołach, także naszych, jako ostrzeżenie i humanistyczną lekcję współczesnej historii.
Główny bohater filmu, w którego rolę wciela się sam reżyser, przestaje się czuć komfortowo w rodzinnym Nazarecie. Niewinne scysje z sąsiadem, niepokojące akty wandalizmu i narastająca agresja sprawiają, że dojrzewa w nim myśl o wyjeździe. Nowego życia i alternatywy dla swojej ojczyzny szuka najpierw w Paryżu, później w Nowym Jorku. Nie jest to jednak łatwe, gdyż myśli o Palestynie prześladują go niemal na każdym kroku, a kusząca wizja świeżego startu zamienia się w komedię pomyłek. Podobną, jaką dla bohatera jest filmowy biznes, który przez Suleimana został tu sportretowany w groteskowy sposób.
Cennik znajdziecie w zakładce "Bilety"
Poczucie szczęścia, że żyjemy, a równocześnie poczucie, że lepsi od nas zginęli, prowadziło po wojnie nas, artystów, do bycia głosem zmarłych.
— Andrzej Wajda